George R. R. Martin często krytykowany jest za to, w jaki sposób w "Pieśni Lodu i Ognia" traktowane są kobiety. Mimo iż grają one w sadze naprawdę olbrzymią rolę, zarzuca się mu, że przecież jako twórca świata mógłby uczynić go dla kobiet znośniejszym.

Oto, co autor ma do powiedzenia na ten temat dla Entertaiment Weekly:

Książka odzwierciedla patriarchalne społeczeństwo średniowiecza. Średniowiecze nie było czasem, w którym istniała równość płci. To byli ludzie, którzy dzielili się na klasy społeczne. Rola kobiet w tym społeczeństwie była jasno określona. Jednym z zarzutów, za które spalono Joannę d’Arc na stosie było to, że nosiła męski ubiór – to nie była wtedy błaha sprawa. Istniały wtedy oczywiście silne i kompetentne kobiety, ale nie zmieniało to natury społeczeństwa. Jeśli zajrzycie do moich książek, zrozumiecie, że bohaterowie są odmieńcami. Odstają od reszty. Nie pasują do ról, które świat dla nich przygotował. Są kalekami, bękartami, dziwadłami – karzeł, gruby chłopak, który nie umie walczyć, bękart, kobiety, które nie przystają do tego, co świat dla nich zgotował (choć są takie, które pasują – jak Sansa czy Catelyn).

Teraz przyjdzie ktoś i powie „Hej, przecież on nie pisze książki historycznej: w świecie są smoki, więc mógłby też stworzyć egalitarne społeczeństwo”. Ale to, że wrzucasz gdzieś smoki, nie oznacza, że możesz wrzucić wszystko, co chcesz. Jeśli świnie mogłyby latać – to książka, którą możesz napisać. Ale to nie znaczy, że wolno ci od razu stworzyć ludzi chodzących na rękach zamiast na nogach. Chciałem, żeby moje książki były mocno osadzone w historii i pokazywały, jak wygląda średniowieczne społeczeństwo. Jeśli masz zamiar użyć elementu fantastycznego, użyj tylko jednego – lub paru. Wiele książek pokutuje wobec czegoś, co nazywam „średniowiecznym Disneylandem” – są w nich książęta, księżniczki, rycerze w lśniących zbrojach, ale nie pokazują tego, co to znaczy w ich społeczeństwie oraz jak to działa.

Wiele kobiet czytających moją prozę i uwielbiających moje książki mówi, jak bardzo podobają im się żeńskie postacie. Niektóre uwielbiają Aryę, inne Dany, inne Sansę, inne Brienne, a jeszcze inne Cersei – są tysiące kobiet, które uwielbiają tę ostatnią pomimo jej oczywistych wad. To skomplikowana sprawa. Czy żeby nie zostać nazwanym seksistą, musisz stworzyć świat całkowicie egalitarny? To nie nasza historia: to science-fiction. A Ameryka XXI wieku również nie jest społeczeństwem równości. Ciągle mamy do czynienia z barierami, z którymi kobiety muszą się zmagać. Jest jednak lepie,j niż było; to już nie jest „Mad Men”, które istniało wcześniej.

I w końcu docieramy do sprawy przemocy seksualnej, za którą jestem krytykowany. Piszę o wojnie, jak niemal wszyscy pisarze epic fantasy. Lecz jeśli chcesz pisać o wojnie i opisujesz te wszystkie świetne bitwy, w których bohaterowie zabijają tony orków, ale nie opisujesz przemocy seksualnej, jest w tym coś bardzo nieszczerego. Gwałt jest, niestety, w dalszym ciągu częścią wojny. Nie jest to coś, z czego ludzkość mogłaby być dumna, ale nie można udawać, że nie istnieje.

Chcę opisywać walkę, dramatyzm bierze się zaś z konfliktu. Jeśli chcesz opisać utopię, to będzie bardzo nudna książka.

A wy co o tym sądzicie?


Autor: Emilia Anna Wyciślak

źródło: ew.com