Znane seriale często niosą za sobą popularność imion swoich bohaterów. Gdy Rachel i Ross z „Przyjaciół” ogłosili, że ich córka będzie się nazywać Emma wywołali falę, która wymyła to imię z trzynastego miejsca w rankingu popularności i wyrzuciła na czwarte, a potem umiejscowiła w pierwszej trójce imion dla dziewczynek w Ameryce na wiele lat.

Obecnie raczej nie zobaczymy żadnego z imion z „Gry o tron” na czele rankingu popularności, ale i tak wiele dzieci będzie zawdzięczać swoje imię serialowi. Jak donosi BBC, w 2016 na czele stało imię Arya z 302 dziećmi, potem Khaleesi (69), Tyrion (11), Sansa (5) Daenerys (4) i Brienne (3). Arya jest popularniejsza niż Mary (204), a także Catherine (163).

Zobaczmy jak sytuacja ma się w Polsce. Ministerstwo Cyfryzacji pozwala nam się zapoznać z danymi za cały 2016 i pierwsze półrocze 2017. Żeby imię znalazło się w bazie potrzeba przynajmniej 5 powtórzeń w całym roku lub 2 powtórzeń w półroczu. Na próżno szukałem tam Khaleesi, Daenerys, Cersei, Sansy, Brienne, Sandora, Robba czy Jaime’a. Mamy za to 2 Brandonów i 2 Arye – tylko, że nie są to imiona wymyślone przez Martina, ale wyłącznie przez niego spopularyzowane. Możliwe, że rodzice tak nazwanych berbeciów nawet nie wiedzą zbytnio, co to jest „Gra o tron”. Poza tym liczba 2 szału nie robi, w samym 2017 jest sześciu Samborów a po dwóch Artemiuszów, Ragnarów, Donatanów czy też Elvisów. Media donosiły też o urodzeniu się w 2016 w Inowrocławiu Daenerys Wiśniewskiej, czyli wiadomo, że są jeszcze w Polsce jakieś dzieci nazwane po bohaterach „Gry o tron”, ale jest ich tak mało, że nie łapią się do minimów założonych przez statystyków.

Źródło: BBC, Hollywood Reporter, Ministerstwo Cyfryzacji, Gazeta Pomorska