Jak wszyscy wiemy, w poniedziałek 13 kwietnia rozpoczął się piąty sezon „Gry o tron”. Po raz kolejny HBO Polska postanowiło zorganizować uroczystą premierę w Złotych Tarasach w Warszawie, na której zjawiła się także delegacja Westeros.pl, złożona ze mnie, Ani Wilk oraz Izy Skóry. Ania i ja postanowiliśmy spisać nasze wrażenia z tej uroczystości, z kolei Iza zapewniła odpowiednią dawkę zdjęć.

Okiem Ani: Miałam szczęście być na oficjalnej premierze „Gry o tron” już po raz trzeci. Jak co roku wydarzenie cieszyło się ogromną popularnością – organizatorzy byli tym razem zmuszeni zapewnić większą salę kinową. Przed projekcją wysłuchaliśmy dwóch utworów zagranych na żywo przez damski kwartet smyczkowy. HBO przygotowało również niespodziankę – pod częścią siedzeń można było znaleźć karteczki uprawniające do odebrania upominków związanych z GoT. Następnie wyświetlono pierwszy odcinek 5. sezonu serialu. Wzbudził on wiele emocji. Po projekcji przygotowano poczęstunek – można było spróbować specjałów m.in. z Orlego Gniazda czy z Muru. Jedną z atrakcji był ogromny tort, ozdobiony m.in. ogromnym smokiem czy herbami rodów. Wszyscy mogli zrobić sobie zdjęcie na Żelaznym Tronie, który ponownie zawitał w Warszawie i do którego nieustannie ustawiała się kolejka. Całość wydarzenia przebiegła w bardzo miłej atmosferze; jedynym minusem był tłok, który momentami nie pozwalał w pełni cieszyć się z przygotowanych atrakcji.

Największym zawodem dla fanów był fakt, że w tym roku nie odbyło się spotkanie z aktorami. Rok temu odwiedzili nas  John Bradley (serialowy Samwell Tarly) oraz Daniel Portman (Podrick Payne), a w 2013r. do Polski przyjechali Liam Cunningham (Davos Seaworth) i Maisie Williams (Arya Stark) – i zdecydowanie takie spotkania były największą atrakcją dla wszystkich fanów. Jednakże rozumiem, że jest to zarazem najtrudniejsza rzecz do zorganizowania.

Podsumowując – HBO jak zwykle nie zawiodło i przygotowało wydarzenie na 5!

Okiem V: Widać, że „Gra o tron” ma dla HBO ogromne znaczenie. Nic dziwnego – w ciągu czterech lat emisji zebrał ogromną rzeszę fanów, niekoniecznie związanych z fantastyką. Dlatego też stacja co roku organizuje kinowe premiery kolejnych sezonów na całym świecie. Także i w Polsce.

Tegoroczna premiera w Multikinie w Złotych Tarasach rozpoczęła się występem kwartetu smyczkowego, grającego m.in. motyw przewodni serialu. Następnie pani z HBO krótko podziękowała za przyjście, wyjaśniła przyczynę zmiany sali względem ubiegłych lat (większa frekwencja), po czym… poleciła zajrzeć pod siedzenia. Okazało się, że część osób znalazła kupony umożliwiające odbiór różnych gadżetów. Jako jedyna osoba z naszej ekipy miałem szczęście: zdobyłem podkładkę pod mysz z herbem Lannisterów oraz komplet podkładek pod kubki z herbami wszystkich najważniejszych rodów. Dopiero wtedy zaczęła się najważniejsza część: emisja pierwszego odcinka 5. sezonu, poprzedzona krótkim klipem, w którym Carice van Houten (Melisandre) i Iain Glen (Jorah Mormont) zapraszali na pokaz. O wrażeniach z samego odcinka napiszę w innym artykule. Powiem tylko tyle: to niesamowite uczucie obejrzeć „Grę o tron” na wielkim ekranie.

Po pokazie przeszliśmy dwa poziomy wyżej, do klubu „35 mm”, na popremierowe przyjęcie. Wówczas dało o sobie znać to, o czym mówiła pani z HBO. W sali panował ogromny ścisk, mocno utrudniający poruszanie się. Organizatorzy mogli bardziej przemyśleć, ile wejściówek wprowadzić do obiegu. Po jakimś czasie na szczęście ludzie wychodzili, a miejsca było coraz więcej. Dla uczestników przewidziano drobne przystawki, różne napoje (tak, alkoholowe też), zaś zapowiadany smok okazał się… figurką na szczycie przepysznego tortu, ozdobionego dodatkowo mieczami, herbami rodowymi oraz czardrzewem u podstawy. Dodatkową atrakcją była możliwość zrobienia sobie zdjęcia na Żelaznym Tronie, ubarwiając je różnymi rekwizytami, np. sporej wielkości mieczem, tarczą rycerza Starków bądź peleryną członka Nocnej Straży.

W przeciwieństwie do Ani i Izy nie mam porównania z premierami poprzednich sezonów, dlatego nie mogę stwierdzić czy było lepiej lub gorzej. Mogę za to powiedzieć, że mimo drobnych wpadek bawiłem się bardzo dobrze.