W ostatnim odcinku szóstego sezonu „Gry o tron” Cersei Lannister eliminuje swoich wrogów – za pomocą dzikiego ognia wysadza w powietrze Wielki Sept Baelora wraz z osobami, które przybyły na jej proces.

wildfire

Nie wiemy, czy podobny pomysł narracyjny zastosuje George R.R. Martin w przygotowywanych „Wichrach zimy”. Za to dziki ogień jest oczywiście znany z Sagi Lodu i Ognia. Po raz pierwszy wzmiankowany jest w „Starciu królów”. Namiestnik króla Joffreya, Tyrion Lannister, przeprowadzał inspekcję Domu Alchemików, u których Cersei zamówiła dziesięć tysięcy dzbanów dzikiego ognia. Piromanta Hallyne zaprowadził Tyriona do podziemi mieszczących się gdzieś pod Wzgórzem Visenyi, za domem cechowym alchemików. Czytamy więc:

Gdy Tyrion przechylił dzban, by zajrzeć do środka, dziki ogień przelał się powoli ku wylotowi. Wiedział, że ciecz ma ciemnozielony kolor, lecz w słabym świetle nie było tego widać.
— Jest gęsty — zauważył.
— To od zimna, panie — odparł Hallyne, blady, uniżony mężczyzna o miękkich, spoconych dłoniach. Miał na sobie szaty w czarno-szkarłatne pasy obszyte sobolowym futrem, które jednak wyglądało na wystrzępione i nadgryzione przez mole. — Po ogrzaniu substancja staje się znacznie bardziej płynna, przypomina naftę do lamp.
Piromanci nazywali dziki ogień substancją, natomiast mówiąc o swych towarzyszach, używali tytułu „mądrość”, co irytowało Tyriona prawie w tym samym stopniu, jak ich zwyczaj nieustannego sugerowania, że zgromadzili olbrzymie zasoby tajemnej wiedzy. Ich cech był ongiś bardzo potężny, lecz w ostatnich stuleciach maesterzy z Cytadeli wyparli alchemików niemal na każdym polu. Zostało tylko niewielu członków dawnego zakonu i nawet już nie udawali, że potrafią dokonać transmutacji metali… umieli jednak produkować dziki ogień.
— Słyszałem, że woda go nie gasi.
—To prawda. Kiedy substancja się zapali, będzie płonąć, dopóki jej nie zabraknie. Ponadto wsiąka w tkaninę, drewno, skórę, a nawet w stal i również je podpala.

Skład dzikiego ognia był pilnie strzeżony przez piromantów:

Pod warunkiem, że nasi wrogowie dadzą wam czas. Piromanci pilnie strzegli tajemnicy produkcji dzikiego ognia, Tyrion jednak wiedział, że procedura jest długa, niebezpieczna i czasochłonna.

Nie wiemy, kiedy dziki ogień został wymyślony. Wiemy natomiast, że był znany w czasach króla Jaehaerysa. Dziki ogień był w dużych ilościach produkowany na rozkaz szalonego króla Aerysa II, który używał go do palenia przeciwników politycznych, oraz zamierzał zniszczyć nim Królewską Przystań. Gdyby nie Królobójca, być może stolica Westeros zostałaby unicestwiona przez obłąkanego władcę. Dziki ogień odgrywał istotną rolę w zaskakującym finale „Starcia królów”. Kiedy wydawało się, że nic nie uratuje panowania Joffreya i Stannis zdobędzie Królewską Przystań, flota tego ostatniego została zniszczona przez dziki ogień. Pierwsze zetknięcie się Davosa z tą substancją pokazało jej niszczycielską siłę:

Nagle z przodu, po lewej burcie, ujrzał błysk zieleni. Na burcie „Królowej Alysanne” rozbłysło gniazdo płonących, szmaragdowych węży, które wiły się z głośnym sykiem. Po chwili rozległ się budzący grozę krzyk:
— Dziki ogień!

Wykrzywił twarz w grymasie. Płonąca smoła to było jedno, a dziki ogień to coś całkiem innego. Był straszny i niemal nie dawało się go ugasić. Jeśli nakryło się go płaszczem, płaszcz stawał w płomieniach, a gdy ktoś uderzał w iskierkę dłonią, ten sam los spotykał jego rękę.
— Naszczaj na dziki ogień, a spalisz sobie kutasa — mawiali starzy żeglarze. Ser Imry ostrzegał ich jednak, że mogą się spotkać z odrażającą „substancją” alchemików.
— Na szczęście zostało już niewielu prawdziwych piromantów. Szybko skończą się im zapasy — zapewnił na koniec. Davos wykrzykiwał pośpiesznie rozkazy. Wiosła z jednej burty schowano, a z drugiej wiosłowano zawzięcie do tyłu. Galera zawróciła. „Lady Maryi” również udało się uwolnić i całe szczęście, gdyż pożar ogarnął „Królową Alysanne” i jej przeciwników z niewiarygodną szybkością. Ogarnięci zielonym płomieniem mężczyźni skakali do wody z nieludzkim wrzaskiem. Ustawione na murach Królewskiej Przystani ogniomioty rzygały śmiercią, a potężne trebusze skryte za Błotnistą Bramą ciskały głazami. Jeden z nich, wielkości wołu, wpadł do wody między „Czarną Bethą” a „Widmem”, aż oba okręty się zakołysały, a bryzgi zmoczyły wszystkich na pokładach. Inny pocisk, niewiele mniejszy, trafił w „Śmiały Śmiech”. Galera Velaryona rozpadła się na kawałki niczym dziecinna zabawka zrzucona z wieży, sypiąc wkoło drzazgami długimi jak ramię mężczyzny.

Dziki ogień pochłonął całą flotę Stannisa. To dzięki niemu Lannisterowie wygrali bitwę nad Czarnym Nurtem:

Rzeką obok niego spływały poczerniałe ciała oraz dławiący się ludzie, uczepieni fragmentów dymiącego drewna. Na rzece tańczył demon z zielonych płomieni, wysoki na pięćdziesiąt stóp. Miał tuzin rąk i w każdej z nich trzymał bicz, a wszystko, czego dotknął, stawało w płomieniach. Płonęła już „Czarna Betha” oraz „Biała Łania” i „Wierny Sługa” po obu jej stronach. „Pobożność”, „Kot”, „Zuch”, „Berło”, „Czerwony Kruk”, „Jędza”, „Wierny” i „Furia” — wszystkie padły ofiarą ognia, podobnie jak „Przystannik” i „Boża Łaska”. Demon pochłaniał również swoich. Lśniąca „Duma Driftmarku” lorda Velaryona próbowała zawrócić, lecz demon dotknął jej srebrzystych wioseł leniwym ruchem zielonego palca i wszystkie zapłonęły niczym świece. Przez chwilę wydawało się, że okręt dotyka rzeki dwoma rzędami jarzących się jasno pochodni.

Martin, wymyślając dziki ogień, inspirował się rzeczywistą historią. To dzięki historycznemu odpowiednikowi tej substancji, czyli greckiemu ogniowi, Bizantyjczycy byli w stanie zatrzymać arabską ekspansję. Nazwa „ogień grecki” została nadana mu przez Europejczyków. Sami Bizantyjczycy określali go różnymi mianami: ogień morski (pŷr thalássion), ogień rzymski (pŷr rhōmaïkón), ogień wojenny (polemikòn pŷr), czy ogień wytworzony (pŷr skeuastón). Z oczywistych względów nigdy nie używali terminu ogień grecki, gdyż sami postrzegali się jako Rzymianie, a nie Grecy.
Losy Bizancjum w VII wieku były niezmiernie trudne. Najpierw toczyło ono długotrwałą wojnę z Persją Sassanidów. Kiedy w końcu wojna dobiegła końca, wówczas zaczęła się ekspansja arabska. W ciągu kilku lat Arabowie podbili Syrię, bizantyjską Mezopotamię, Palestynę i Egipt. W 635 roku padł Damaszek, w 636 armia bizantyjska doznała straszliwej klęski w bitwie pod Jarmuk, w 638 roku skapitulowała Jerozolima. W 642 roku Arabowie zdobyli Aleksandrię. Na krótko, ale już w 645 znów miasto znalazło się w rękach muzułmanów. W tym czasie armie islamskie zaczęły atakować Armenię, a od 643 roku także południowo-zachodnią Azję Mniejszą. Praktycznie rok w rok Arabowie najeżdżali Azję Mniejszą. Doprowadziło to do straszliwej depopulacji Anatolii. Dzięki zdobyciu miast nadmorskich Syrii Arabowie zbudowali flotę morską, w wyniku czego ofiarami najazdów padały Cypr, Kos, Rodos, czy Kreta. W 654 lub 655 roku flota bizantyjska pod dowództwem cesarza Konstansa II starła się z arabską koło Phoenix i doznała straszliwej klęski. Bizancjum było bliskie upadku, uratowała je wojna domowa wśród Arabów, między Alim a Muawiją. Wkrótce jednak arabskie ataki zostały wznowione. Flota wrogów docierała coraz bliżej Konstantynopola. W 668 roku zimowała ona w Chalcedonie, w 670-671 w Phadalas w Kyzykos, a w 673 roku Arabowie spędzili zimę w Smyrnie.

ships_fantasy_art_battles_artwork_game_of_thrones_a_song_of_ice_and_fire_chains_fan_art_haryarti_Wallpaper HD_2560x1600_www.paperhi.com

Autor: haryarti

W latach 674-678 Arabowie mieli oblegać sam Konstantynopol. To właśnie wtedy po raz pierwszy został użyty ogień grecki. Główne źródło poznania historii VII wieku, kronikarz Theophanes, zapisał w notatce kroniki pod rokiem 6165* (czyli od września 673 do końca sierpnia 674) : „W tym czasie Kallinikos, wynalazca z Heliopolis, uciekł do Rzymian. Wynalazł ogień morski, który zapalił arabskie statki i spalił je z załogą. Dzięki temu Rzymianie odzyskali zwycięstwo i odkryli ogień morski”. Wzmianka wywołuje dyskusję. Po pierwsze w nocie z poprzedniego roku 6164 (wrzesień 672 – sierpień 673) ten sam Theophanes napisał, że „kiedy Konstantynopol usłyszał o ruchu wrogów Boga przeciw Konstantynopolowi, przygotowano olbrzymie dwukondygnacyjne statki uzbrojone w grecki ogień i statki noszące syfony, zakotwiczone w porcie Prokliansesian”. To jednak nie jest wielki problem. Wcześniejszy zapis dotyczył poprzedniego roku i tych samych walk. Statki bizantyjskie dopiero co miały zostać zbudowane. Być może pierwszy wpis (za 6164 rok) opowiada o budowie statków, a drugi (za 6165 rok) o ich użyciu. Teodozjusz Gramatyk, opiewając oblężenie, wspominał o ognionośnych arabskich statkach. Tyle że autor tej poezji nie mógł oprzeć się na własnych doświadczeniach, gdyż żył dużo później i nie musiał znać się na flocie. Aby sytuacja była bardziej skomplikowana, niedawno próbowano podważać historyczność samego arabskiego oblężenia Konstantynopola w latach 674-678, gdyż nic o tym nie mówią źródła islamskie. Oczywiście zgodnie z tą hipotezą prowadzono dalej intensywne działania wojenne. Flota bizantyjska dotarła do Egiptu, w 674 roku odniosła wielkie zwycięstwo u wybrzeży Anatolii koło Syllaion, w latach 677-678 walczyła nieopodal wybrzeży Libanu. Według Kedrenosa, Kallinikos pochodził z Heliopolis w Egipcie. Jego rodzina miała dobre pochodzenie i trzymała w sekrecie wynalezienie ognia greckiego. Następnie Kallinikos potajemnie przybył do Konstantynopola i zaoferował wynalazek Konstantynowi IV. Ten ostatni postanowił szybko wykorzystać tę cudowną broń. Kedrenos był jednak autorem późnym i badacze sceptycznie odnoszą się do jego rewelacji w tym zakresie. Czasami wskazuje się na wcześniejsze przypadki używania substancji zapalających w antyku (opisy są już u Tukidydesa, z czasów wojen diadochów), ale były one bardzo nieliczne i nie stanowiły normalnego wyposażenia podczas starć flot, nie sposób też odpowiedzieć na pytanie, czy miały one jakikolwiek związek z ogniem greckim. Wiemy też o używaniu substancji zapalających przez obrońców podczas lądowego oblężenia Akwilei. Tak więc pewnie Kallinikos wykorzystał dawną wiedzę dla wynalezienia skutecznej broni.

Niezależnie od kontrowersji dotyczących Kallinikosa i przebiegu walk między Bizantyjczykami a Arabami, ogień grecki był kilkakrotnie używany. Nikt nie podważa historyczności wielkiego oblężenie Konstantynopolu w latach 717-718. Podczas niego Bizantyjczycy używali statków ogniowych, o czym wspomina Theophanes (dla roku 6209, czyli 716-717). W miejsce zniszczonej arabskiej floty przybyły pod Konstantynopol dwie kolejne: Sufjana z Egiptu oraz Jazyda. Obie, obawiając się ognia greckiego, nie zacumowały przy samym Konstantynopolu. Cesarz Leon III wysłał jednak przeciw nim swoją flotę i dzięki statkom, plującym greckim ogniem, zniszczył armadę przeciwnika. Arabowie musieli się wycofać. O użyciu greckiego ognia słyszymy wielokrotnie: podczas rebelii Tomasza Słowianina w latach 821-823, ataku Rusów na Konstantynopol w 941 i 1043 roku, przeciw Bułgarom w latach 970-971, przeciw flocie uzurpatora Bardasa Fokasa czy walk z Pizą na Rodos w 1099 roku. Wrogowie Bizancjum przygotowywali się do odparcia ataków przy użyciu statków, które mogły zwalczać swoich przeciwników ogniem greckim. To pewnie tłumaczy informację, zawartą u Anny Komneny, o umieszczeniu w 1081 roku na dużych okrętach przez Roberta Guiscarda drewnianych wież obciągniętych skórą.

Używanie ognia greckiego było bardzo spektakularne. Mamy wiele opisów jego działania. Jednym z nich jest świadectwo Anny Komneny, w którym opisała budowę flotę bizantyjskiej przeciw Pizańczykom. Byli oni biegli w sztuce walk na morzu, więc Aleksy I Komnen nakazał budować statki. Czytamy, że „(…) dlatego polecił umieścić na „dziobie każdego statku żelazne lub brązowe głowy lwów, lub innych zwierząt lądowych z otwartymi paszczami. Ponadto kazał je pozłocić, tak że sam ich widok wzbudzał strach. Według dalszego rozkazu ogień miotany na nieprzyjaciela z rur miał przechodzić przez te paszcze, tak że by się wydawało, iż to lwy i inne podobne temu zwierzęta zieją ogniem ze swoich wnętrzności” (Anna Komnena, Aleksjada, XI 10, 2). Następnie Anna Komnena opowiadała, jak dowodzący flotą bizantyjską Landulf zaatakował statki pizańskie ogniem, ale chybił. Dopiero komes Eleemon, szturmując duży statek pizański, trafił go pociskiem ogniowym. Następnie zawrócił swój statek i zniszczył trzy kolejne jednostki wroga. Zerwał się wiatr. Barbarzyńscy (czyli Pizańczycy) uciekli, przerażeni burzą oraz ciskanym ogniem, którego nie znali i który zachowywał się inaczej niż byli przyzwyczajeni – szedł on bowiem nie ku górze, ale jak chciał miotacz w dół i na boki (Anna Komnena, Aleksjada, XI 10, 4). Dzięki Naumachice Leona VI wiadomo, że oprócz syfonów umieszczonych na statkach, istniały też podręczne używane przez dwoje ludzi. Miały one być wykorzystywane we flocie i być odpowiednikiem miotacza ognia

O ile grecki ogień był spektakularną bronią, to nie jest wcale oczywiste, czym on tak naprawdę był. Na pewno był substancją łatwopalną o wysokiej temperaturze płomienia, która nie gaśnie w zetknięciu z wodą. Konstantyn XI zakazał wyjawiać sekret ognia greckiego. Czasami udawało się przeciwnikom Bizancjum zdobyć technologię używania ognia greckiego. Tak Bułgarzy w 814 roku zdobyli 36 syfonów, ale nie umieli się nimi posłużyć. Składu ognia greckiego dociekał także Marek Grek. Według tego badacza wchodziły do niego: siarka, smoła, saletra, ropa, kamień winny i olej żywiczny. Wśród substancji podejrzewanych, że stanowiły ogień grecki, wymienia się tlenek wapnia, który gwałtownie łączy się z wodą, tworząc wodorotlenek wapnia (wapno gaszone) wydzielając ciepło, ropę naftową, zagęszczoną ropę, coś na kształt napalmu. Ponieważ skład chemiczny ognia greckiego pozostaje nieznany, to dziś próbuje się eksperymentalnie odtwarzać jego skład. Zabierają się do tego nie tylko laicy, ale także znani specjaliści od bizantyjskiej armii, jak John Haldon. Wytworzył substancję, która była wyrzucana na odległość 10-15 metrów i mogła spalić łódź. To jednak nie jest dowód, że Haldon odtworzył skład chemiczny ognia greckiego. Możliwości jest dużo i nie da się jasno powiedzieć, że jedna jest lepsza od drugiej.


* Rok bizantyjski nie pokrywa się z naszym  – czas liczono tam od stworzenia świata. Nowy rok przypadał 1 września, a początek świata to 1 września 5509 p.n.e.- stąd tak zaskakujące daty.

Autor: Robert Suski