Maisie Williams, czyli serialowa Arya, nie owija w bawełnę tego, co sądzi o tym, jak zaczął się nowy sezon. Aktorkę zapytało o to Entertainment Weekly.

Pierwszy odcinek siódmego sezonu „Gry o tron” otwiera scena, w której widzimy „Waldera Freya” urządzającego ucztę dla swojej rodziny. Po kilku chwilach odkrywamy, że ten Walder Frey to tak naprawdę Arya Stark w skradzionej tożsamości, która postanowiła zabawić się w króla Popiela i wytruć wszystkich gości. Scenę kończy ujawnienie przez dziewczynę swojej prawdziwej twarzy pozostałej przy życiu (najprawdopodobniej) żonie Waldera Freya. Arya mówi, że „Północ pamięta” i „zima nadeszła dla rodu Freyów”. Do tej właśnie sceny odnosi się aktorka:

To pojebane. Nawet Arya jest zdziwiona swoją mocą. W tej ostatniej chwili, gdy patrzy na tych wszystkich umierających mężczyzn, staje się potworem bardziej niż dotąd zdawała sobie sprawę. Nie sądzę, żeby była z tego powodu smutna, ale na pewno o tym myśli.

Dla Maisie była to też realizacja koncepcji, na jaką kiedyś wpadła:

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o Ludziach Bez Twarzy, pomyślałam, że byłoby odlotowo, jeśli Arya zamieniłaby twarz z postacią pierwszoplanową, a nie nieznaną. Mam nadzieję, że [widzowie- przyp. EW] nie odgadli, że to ona od razu.

Jeśli ktoś już zapomniał, co stało się Walderowi Freyowi pod koniec ostatniego sezonu i nie był zdziwiony widząc go żywego, to polecamy nasze streszczenie ostatniego sezonu.

Jednakże pomysły i ambicje aktorki sięgają dalej niż twarz Waldera Freya:

Zawsze miałam z tyłu głowy taką fantazję – nie sądzę, żeby to było dobre zakończenie i fanom może się to nie spodobać – ktoś zasiada na Żelaznym Tronie na końcu i wtem zdejmuje swoją twarz i okazuje się, że to jest Arya. Zawsze miałam takie marzenie.

Źródło: EW.com, zdjęcia: EW.com