Trudno znaleźć mniej rozbudowany wątek z historii Geralta niż jego pochodzenie. W książkach znajduje się zaledwie kilka fragmentów, które o tym wspominają, a komiksy odrobinę tylko dodają od siebie. Gry natomiast wcale nie poruszają tego tematu.

Nie ma żadnej wątpliwości, że matką Białego Wilka była czarodziejka Visenna, będąca jednocześnie druidką z Mayenskiego Kręgu z południowej strony Jarugi. Tam też spotkała swojego „małego” synka i uratowała mu życie, opatrując zakażoną ranę. Geralt wyczuł, kim jest opiekująca się nim kobieta.

-Dzięki… – przycisnął policzek do skór, by zniekształcić głos, zamaskować
jego nienaturalne brzmienie. – Czy mogę wiedzieć… Komu dziękuję?
Nie powie, pomyślał. Albo nakłamie.
– Nazywam się Visenna. Wiem, pomyślał.
– Cieszę się – powiedział wolno, wciąż z policzkiem przy skórach. – Cieszę się z
tego, że skrzyżowały się nasze drogi, Visenna.

(…)

Nie poruszyła się już. Obróciła tylko głowę w bok, profilem, ale tym wyraźniej
widział, że usta jej drżą. Zacisnęła palce na jego dłoni, silnie.
Patrzył. Nie było żadnego podobieństwa. Miała zupełnie inny profil. Mały nos.
Wąski podbródek. Milczała. Potem nagle pochyliła się, spojrzała mu prosto w
oczy. Z bliska. Bez słowa.
– Jak ci się podobają? – spytał spokojnie. – Moje poprawione oczy? Takie…
niecodzienne. Czy wiesz, Visenna, co robi się z oczami wiedźminów, aby je
poprawić? Czy wiesz, że nie zawsze się to udaje?
– Przestań – powiedziała miękko. – Przestań, Geralt.
– Geralt… – poczuł nagle, jak coś się w nim rwie – To imię nadał mi Vesemir.
Geralt z Rivii! Nauczyłem się nawet naśladować rivski akcent. Chyba z
wewnętrznej potrzeby posiadania rodzinnych stron. Chociażby wymyślonych.
Vesemir… nadał mi imię. Vesemir zdradził mi też twoje. Dość niechętnie.

(…)

Zaśnij, Geralt. A tak między nami, to wcale nie Vesemir nadał ci to imię.
Chociaż to również niczego nie zmieni ani niczego nie cofnie, chciałabym, abyś o
tym wiedział. Bądź zdrów i uważaj na siebie. I nie staraj się mnie szukać…

„Miecz przeznaczenia” Andrzej Sapkowski

mother_s_hands_by_steamey-d9g2llz

Geralt rozpoznaje swoją matkę

 

Można by pomyśleć, że w świecie wiedźmina wiedzą o tym tylko on, Vesemir i Visenna, ale zdaje się temu zaprzeczać rozmowa Geralta z Vilgefortzem na wyspie Thanned podczas zjazdu Kapituły czarodziejów.

– Dlaczego nie zostałeś czarodziejem, Geralt? Nigdy nie pociągała cię Sztuka? Bądź szczery.
– Będę. Pociągała.
– Dlaczego więc nie poszedłeś za głosem pociągu?
– Uznałem, że rozumniej jest kierować się głosem rozsądku.
– To znaczy?
– Lata pracy w wiedźmińskim fachu nauczyły mnie mierzyć siły na zamiary. Wiesz, Vilgefortz, znałem kiedyś krasnoluda, który dzieckiem będąc marzył o tym, by zostać elfem. Jak myślisz, zostałby, gdyby poszedł za głosem pociągu?
– To miało być porównanie? Paralela? Jeśli tak, to zupełnie nietrafna. Krasnolud nie mógł zostać elfem. Bo nie miał matki elfki.
Geralt milczał długo.
– No tak – rzekł wreszcie. – Mogłem się domyślić. Pogrzebałeś trochę w moim życiorysie. Czy możesz mi zdradzić, w jakim celu?

(…)

Zbyt się różnimy – Geralt nie dał sobie przerwać. -A drobny fakt, że moją matką była, przypadkowo, czarodziejka, tej różnicy zatrzeć nie zdoła. A tak z ciekawości: kim była twoja matka?

„Czas pogardy” Andrzej Sapkowski

Oczywiście powinien jeszcze wiedzieć o tym ojciec Geralta, lecz z ustaleniem, kim on jest, mamy pewien problem: żadnego bezpośredniego stwierdzenia od autora. Pomimo to wskazówki zawarte w książkach okazują się bardzo pomocne. W tej samej rozmowie z Vilgefortzem, której fragment został przytoczony powyżej, dostajemy krótką charakterystykę wiedźmińskiego ojca.

– A więc – uśmiechnął się wiedźmin – nie mam wyjścia? Muszę zawrzeć z tobą ów mający stać się tematem obrazu pakt i zostać czarodziejem? Tylko ze względu na genetykę? Ejże. Znam trochę teorię dziedziczności. Mój ojciec, do czego doszedłem z niemałym trudem, był włóczęgą, prostakiem, awanturnikiem i rębajłą. Mogę mieć przewagę genów po mieczu, nie po kądzieli. Fakt, że też nieźle rąbię, zdaje się to potwierdzać.

„Czas pogardy” Andrzej Sapkowski

I tu docieramy do miejsca, gdzie trzeba sięgnąć po zapomniane przez niektórych opowiadanie Andrzeja Sapkowskiego pt. „Droga, z której się nie wraca”. Opisuje ono historię poznania Visenny i najemnika Korina, którzy zakochują się w sobie. Z jego pomocą pokonuje dręczącą pogórze Amellu bandę rozbójników oraz potwora zwanego Kościejem. Tam też wzmiankowany Korin w taki sposób mówi o sobie.

Druidka odwróciła się ku niemu. Jej oczy świeciły dziwnym zielonkawym blaskiem.
Korin zamilkł.
– Tak. Zgadza się – powiedział po chwili i odkaszlnął – Jestem złodziej. Najemnik. Rabuś.
Wmieszałem się, bo lubię bijatyki, wszystko mi jedno, z kim się bije. Wiem, jaka jest
cena jaspisu, jadeitu i innych kamieni, jakie jeszcze się trafiają w kopalniach Amell. Chce
się obłowić. Jest mi obojętne, ilu z tych ludzi jutro zginie. Co jeszcze chcesz wiedzieć?
Sam powiem, niepotrzebnie używasz tej błyskotki schowanej pod wężową skórka. Nie
zamierzam niczego ukrywać. Masz racje, nie pasuje ani do ciebie, ani do twojej
szlachetnej misji. To wszystko. Dobranoc. Idę spać.

„Droga, z której się nie wraca” Andrzej Sapkowski

574978d17a7f964cf8a4eb1ea3996a8e

Korin i Visenna w „Drodze, z której się nie wraca”

Choć obydwa opisy są do siebie więcej niż podobne, a zakończenie „Drogi, z której się nie wraca” sugeruje nam, że Korin i Visenna podróżowali razem przez pewien czas (choć w komiksie Korin ginie niedługo po owej przygodzie), to nic nie możemy powiedzieć na pewno. W końcu to opowiadanie nie miało być wcale częścią świata wiedźmina i dopiero później Sapkowski zdecydował powiązać je ze sobą. Ale trzeba przyznać, że ta para znakomicie na rodziców Geralta by się nadawała. On – zabijaka i rębajło, ona – altruistyczna czarodziejka. Takie połączenie  genów wyjaśniałoby wiele cech Białego Wilka, na przykład niepodważalny talent do władania mieczem, wysoka inteligencja, sporadyczny altruizm, skłonności do filozofowania, czy…

Ale swoją drogą, to ty masz potężne ciągoty do czarodziejek, Geralt.

Yarpen Zigrin, „Krew elfów” Andrzej Sapkowski