Zapraszamy na piątą część omówienia 7. sezonu Gry o tron od strony technicznej!


Efekty specjalne

randyll i dickon2

Ciężko było przebić oszałamiający efekt bitwy z odcinka czwartego, ale twórcy starali się jak mogli. Jak to często z tym serialem bywa – trochę wyszło, a trochę nie. Spopielenie Randylla i Dickona Tarlych było świetnym podsumowaniem niszczycielskiej siły ognia i może z racji tego, że było to użycie jednorazowe, łatwiej było dostrzec pewne niedoróbki. Na szczęście twórcy nadrobili to doskonałym ujęciem ciał obydwu skazanych otoczonych przez morze ognia.

randyll i dickon

Ostatnim smoczym akcentem tego odcinka było spotkanie Drogona z Jonem. Choć dziwić może spontaniczna decyzja tego ostatniego („A pogłaszczę!”), to efekt końcowy wypada na ekranie świetnie i ciężko nie uwierzyć, że Król Północy nie gładzi dłonią prawdziwego stworzenia stojącego obok. O takie CGI nic nie robiliśmy!

drogon

Trochę gorzej było z wydarzeniami na Północy. Armia nieumarłych i Inni prezentowali się jak zwykle bardzo dobrze, niestety kruki, w które wwargował się Bran, już niekoniecznie. Trzeba jednak przyznać, że przy okazji ich lotu mogliśmy podziwiać majestatyczne widoki.

kruki

Zaprezentowano nam za to dwa miejsca – jedno, czyli Wysoką Wieżę w Starym Mieście, mogliśmy już podziwiać w 6. sezonie. Niemniej wciąż robi wrażenie, a jej pokazanie w momencie ucieczki Sama z Cytadeli można interpretować na wiele sposobów.

hightower

Drugie miejsce jest całkowicie nowe i zawitało nawet do czołówki odcinka – Wschodnia Strażnica, zamek należący do Nocnej Straży i położony na wschodnim krańcu muru, nad Zatoką Fok. Według wizji twórców, Mur nie kończy się wraz z lądem, ale wychodzi kawałek w wodę, a sama twierdza położona jest na przyklejonym do potężnej konstrukcji cyplu. Całość robi ogromne wrażenie i jest bardzo klimatyczna. Obyśmy jeszcze tu wrócili!

straznica


Praca kamery, montaż, narracja

Praca kamery błysnęła w kilku szczególnych momentach. Przede wszystkich malownicza podróż kruków z Winterfell do krain za Murem, mogliśmy oglądać krajobrazy coraz dziksze, przerwane tylko widokiem Wschodniej Strażnicy. Ujęcia na armię nieumarłych z lotu ptaka potęgują wrażenie zagrożenia i nieprzebranej masy wrogów. Jon, nie idź tam! Szczególnie, że jedną niezbyt rozsądną rzecz już zrobiłeś – głaskanie smoka do najrozsądniejszych nie należy, ale zdjęcia w tym momencie świetnie pozwalały wczuć się widzom w sytuację, ponieważ raz oglądaliśmy Jona z perspektywy Drogona (tak wygląda obiad), raz odwrotnie (można poczuć zagrożenie), a na koniec z oczu Daenerys. Ładny zabieg, który wzmocnił przekaz całej sceny. Pożegnanie Sama z Cytadelą pełne było szerokich ujęć, mających ukazać nam ogrom biblioteki, co jak zwykle cieszy każdego bibliofila. Największe wrażenie zrobił jednak zabieg narracyjny połączony z jednym, fenomenalnym ujęciem. Arya szpiegująca Littlefingera w Winterfell nie robiła jakiegoś szczególnego wrażenia – ot, pojawia się i znika, a lord Baelish cichym głosem rozmawia z innym postaciami, zapewne coś knując. Większe emocje pojawiają się, gdy mała skrytobójczyni wchodzi w posiadanie listu od Sansy do Robba. Udało się jej pokrzyżować plany Littlefingera, jest przecież taka sprytna i w ogóle! Zadowolona opuszcza komnatę, ale kamera podąża do fragmentu korytarza skrytego w cieniu. Lord Petyr Baelish, z uśmiechem godnym jego reputacji intryganta, obserwuje dziewczynę wychodzącą z jego komnaty. To się nazywa sztuczka narracyjna! W jednej chwili zwycięstwo Aryi zmienia się w porażkę, a Littlefinger z pozycji śledzonego przechodzi na kontrolującego całą sytuacje. Za tym tęskniliśmy.

nareszcie

Pięknie przedstawiona została również sekwencja w Zapchlonym Tyłku – przebitki na przemierzającego dzielnicę Królewskiej Przystani Davosa i pracę w kuźni mogły zrobić rzeczywiście miłe wrażenie, dając też pojęcie o tym, kogo możemy się zaraz spodziewać.
W ramach ostatniego tricku narracyjnego, który powtarza się bardzo często w filmowych pożegnaniach jest słynne: „zwróć mi coś, kiedy wrócisz”. Tym razem te słowa kieruje Tyrion do Joraha. Zazwyczaj takie słowa oznaczają, że przedmiot zostanie zwrócony przez pośrednika lub w ogóle. Czy to znak, że nie będziemy więcej świadkami spotkania Niedźwiedzia i Dziewicy-Cud?


Muzyka

I tym razem Ramin Djawadi błysnął, remixując stare utwory, a także dodając coś nowego. Przede wszystkim wracają znane nam motywy Lannisterów i Targaryenów (pierwszy – na pobojowisku, zaś drugi – podczas powrotu Drogona na Smoczą Skałę i w scenie „głaskania”, a także przy naradzie). Trzeba przyznać, że w obu wyciszenia zadziałały in plus, choć majestatyczny lot smoka przy znanej nam już muzyce tworzył niesamowity klimat. Spokojne nuty w targaryeńskim klimacie towarzyszą nam również przy powrocie Joraha. Mistrzowsko został potraktowany fragment wypadu wron za Wschodnią Strażnicę; Djawadi ujął horrorową rzeczywistość czającą się za Murem. Miło będzie słuchało się tego utworu również na oficjalnym soundtracku. Rzewne nuty okraszały również pożegnanie niedawno przybyłego Joraha – mocno zmieniony theme Targaryenów przybrał prawie płaczliwy wymiar, co może nas też naprowadzać na pewne tropy fabularne. Miłą wiadomością jest fakt, że Sam wreszcie dostał w tym sezonie jakiś podkład muzyczny, który do tego był rzeczywiście dobry. Również Arya w wersji CSI: Winterfell dostała w udziale niepokojącą fragment muzyczny. Na samym końcu naczelny kompozytor serialu raczy nas motywem wprowadzającym w misję niemożliwą. Jak wieloma podobnymi utworami poczęstuje nas jeszcze Djawadi w tym sezonie? Jeśli sporą liczbą, to sądzę, że powinniśmy być jak najbardziej ukontentowani.


Stroje, charakteryzacja, fryzury

lannisters tarlys

Wszechobecny pył na ciałach i zbrojach pokonanych żołnierzy Lannisterów i Tarlych nie pozwalał nam zapomnieć o horrorze ostatniej bitwy. Randyll i jego syn, mimo takiego wyglądu, zachowywali się z honorem i godnością, co tworzyło piękny kontrast. Ubłocony pancerz Jaime’a również dobrze gryzł się z elegancką sukienką Cersei. Z kilku nowości w odcinku (między innymi prostego odzienia Gendry’ego oraz skór Siedmiu Wspaniałych) na pierwszy plan wybijała się nowa stylówka Lorda Friendzone, idąca w linii dworu Daenerys w 7. sezonie – o dziwo, Mroczny Jorah wypada w niej nieźle, ale Iainowi Glenowi nawet z szarą łuszczycą jest do twarzy.

dark jorah


Scenografia

Niemal od razu zostaliśmy przytłoczeni widokiem pobojowiska, tym odróżniającego się od innych, że zostało przykryte morzem popiołu. Robi to piorunujące wrażenie i nie pozwala zapomnieć o wielkim starciu.

ash

Ponownie mieliśmy okazję zobaczyć podziemia Czerwonej Twierdzy ozdobione smoczymi czaszkami, imponujący Malowany Stół na Smoczej Skale i wnętrza Cytadeli ze zwojami, księgami i gęsimi piórami. Wnętrza Wschodniej Strażnicy nie zachwyciły – sala zebrań jak sala zebrań, a loch jak loch, nic specjalnego. Bardzo przyjemnie patrzyło się za to na ulicę Stalową, ponieważ twórcy, zamiast od razu teleportować Davosa do kuźni Gendry’ego, zafundowali nam krótką po niej wycieczkę. Piękne, świeżo wykonane rękawice i napierśniki robią wrażenie, ale zaraz przypominamy sobie przecież o zniszczonych zbrojach Lannisterów z początku odcinka i tym, jak nieskuteczną stanowią osłonę wobec smoczego ognia. Krótki wgląd w pracę kowali i płatnerzy pozwala nam poczuć trochę klimatu Westeros, niekoniecznie skupionego na głównych wydarzeniach fabularnych i wielkich rodach.

steel


Gra aktorska

Mam wrażenie, że w tym odcinku pojawiły się emocje, których zabrakło w epizodzie czwartym. Niemal każda konfrontacja postaw była niejednoznaczna i ciężko było nie przyznać choć częściowej racji każdej ze stron. To na szczęście efekt dobrego scenariusza połączony z właściwą grą aktorska. Przerażony Jaime i pragamtyczny Bronn. Bezwględna Daenerys i nieugięty Randyll Tarly (oraz Dickon ze swoim „Nie.”), a między nimi rozsądny i coraz bardziej przerażony swoją królową Tyrion. Nie tracąca wiary w zwycięstwo Cersei, po chwili przytłoczona świadomością, że to Olenna zabiła jej pierworodnego syna. Arya i Sansa ścierające się w kwestii polityki (warto zwrócić uwagę na zabieg twórców, który w tym sezonie przedstawia Sansę jako tę tajemnicza postać, co do której nie do końca wiemy, co dzieje się w jej głowie). Rozdarty uczuciami Jaime i Tyrion, wracający do bolesnych stosunków z ojcem. Pokaz sztuki przemytniczej w wykonaniu Davosa i Sam zdecydowany, że „ma dość czytania, o osiągnięciach wielkich ludzi” (takie same słowa skierował do niego jego ojciec w 6. sezonie, na wieść o tym, że Sam ma zostać maestrem).

11 Jon i GendryPowrót Gendry’ego do serialu wypadł poprawnie, ale najbardziej błysnął w momencie spotkania z Jonem. Wzajemne złośliwości to bezpośrednie nawiązanie do sceny przywitania Roberta i Neda w Winterfell, chociaż pewną ironią jest fakt, że ojciec Gendry’ego zabił ojca Jona. Trochę w tym towarzystwie zgrzyta Król Północy i jego spontaniczna decyzja o pogłaskaniu Drogona – Kit Harington zagrał to co najmniej dziwnie, choć na szczęście cała scena wypada dobrze.


Odcinek zapewnił nam, prócz świetnego scenariusza, spore wykorzystanie budżetu, głównie w kwestii CGI. Miło było z pewnością popatrzeć na ładne smoki i idących umarłych. Zapewne następny epizod szykuje dla nas jeszcze większą dawkę technicznych zabiegów godnych serialu fantasy. A wam jak podobały się technikalia z tego tygodnia?