Maisie Williams, która wciela się w postać Aryi Stark zdradza kto najbardziej wspierał ją na planie filmowym, opowiada o początkach swojej kariery, największym dotychczasowym osiągnięciu oraz swoich pasjach.

Cześć! Cieszę się, że udało Ci się znaleźć dla nas czas. Domyślam się, że jesteś teraz bardzo zajęta. Nad czym obecnie pracujesz?

Cześć! Ja również się cieszę. Obecnie jesteśmy w trakcie kręcenia czwartego sezonu Gry o Tron. Mam teraz małą przerwę pomiędzy ujęciami, ale już za kilka dni znowu wracam na plan.

Jak zaczęła się Twoja kariera?

Występowanie zawsze sprawiało mi przyjemność. Lubiłam rozśmieszać ludzi, udawać, że jestem kimś innym, przebierać się i tego typu rzeczy. Potem rozpoczęłam naukę w szkole tanecznej, jak również zaczęłam się uczyć aktorstwa. Wzięłam udział w konkursie talentów i starałam się by mnie zauważono i doceniono moje umiejętności. Chciałam pokazać światu co potrafię i nadal się uczyć. Wtedy poznałam moją agentkę, Louise, wzięłam udział w kilku przesłuchaniach do filmów i innych projektów, w tym także w przesłuchaniu do „Gry o Tron”. Od tamtego czasu, wszystko nabrało rozpędu. Ale sądzę, że zaczęło się od posiadania pasji i nastawienia mojej mamy, która zachęcała mnie do różnych aktywności mówiąc: “spróbujmy tego, spróbujmy tamtego!”. Pomogli także inni ludzie, którzy podsuwali mi pomysły i obserwowali, co tak naprawdę sprawia mi przyjemność. Na przykład przez pewien czas śpiewałam. Nigdy wcześniej nie powiedziałabym, że śpiewanie mogłyby sprawiać mi przyjemność, ale tak było! Sądzę, że chodzi o testowanie i próbowanie się w nowych rzeczach. Może się okazać, że zaczniesz coś robić tylko po to, by się po chwili przekonać, że dana rzecz jest nie dla ciebie. Ale dzięki temu zawężasz sobie kryteria poszukiwania i możesz ruszyć dalej.

Czy w takim razie myślisz, że kiedyś wrócisz do śpiewu?

Hmm… Nie wiem (śmiech). Być może. To znaczy, naprawdę to lubiłam. Jeśli miałabym śpiewać, to pewnie byłoby to coś w stylu musicalu. Chciałabym łączyć wszystkie sztuki teatralne. Ale tak, sprawiało mi to ogromną przyjemność.

Jaka była rola rodziców w rozwoju Twojej kariery?

Mieszkałam z mamą i ojczymem. Oboje bardzo mnie wspierali w tym, co chciałam robić. Mój ojczym zawsze powtarzał, że powinnam robić komedie stand-up (śmiech). To dlatego, że często go rozśmieszałam.. Zawsze we mnie wierzył i chciał, żebym to robiła. A moja mama opłacała mi wiele lekcji, gdy byłam młodsza. To właściwie była podstawa i początek wszystkiego. Te wszystkie lekcje popchnęły mnie w ten świat i niesamowicie mi pomogły. Niedawno się wyprowadziłam, nie mieszkam już w domu, ale wciąż widuję się z rodziną. Jesteśmy bardzo, bardzo blisko, a moja mama towarzyszyła mi jako opiekun podczas wyjazdów na plan filmowy, a więc była ze mną przez cały ten czas. To cudowne, mieć tak wspierającą rodzinę. Nie każdy tak ma. Niektórzy muszą sobie ze wszystkim radzić samemu. Sądzę, że mam mnóstwo szczęścia posiadając rodzinę, która wspiera mnie w tym, co robię.

Jakie jest Twoje największe osiągnięcie, takie, które ma dla Ciebie specjalne znaczenie?

Masz na myśli Aryę?

Niekoniecznie, po prostu jakieś osiągnięcie, które ma dla Ciebie specjalne, osobiste znaczenie…

Nie wiem… Chyba po prostu praca z tak wieloma doświadczonymi i fantastycznymi aktorami. Wiesz, moi rówieśnicy niekoniecznie wiedzą kim są ci ludzie. Na przykład, kiedy wspominam “och, pracowałam z Seanem Beanem, oni pytają “kim?” (śmiech). Nie mają najmniejszego pojęcia, o kim mówię. Ale to niezwykle miłe, kiedy jestem na przyjęciu rodzinnym i moje ciocie i wujkowie wiedzą, o kim mówię i rozumieją jakie to jest niesamowite. Szansa, którą dostałam nie jest czymś, co się często zdarza ludziom takim jak ja. Kiedy rozpoczęłam swoją pracę nad Grą o Tron, nie miałam dużego doświadczenia w aktorstwie. Byłam mocniejsza ze śpiewu, a więc nie do końca wiedziałam, co robię. Szansa, którą otrzymałam, możliwość pracowania z tymi fantastycznymi ludźmi, uczenia się i czerpania od nich inspiracji – to wszystko bardzo mi pomogło. I było niesamowite.

Kto najbardziej wspiera Cię w Twojej pracy?

Uważam, że było fantastycznie pracować z Charlesem Dancem (angielski aktor, scenarzysta i reżyser, odtwórca roli Tywina Lannistera w „Grze o Tron” – przyp. red.). To było znakomite. Mam dobre stosunki ze wszystkimi, ale sceny z nim były po prostu przepięknie napisane. Czułam się trochę onieśmielona i zdenerowowana, kiedy weszłam na plan zdjęciowy. Chciałam udowodnić – Charlesowi najbardziej – że nie jestem tylko kolejnym dzieciakiem ze szkoły aktorskiej. Chciałam mu udowodnić, że potrafię. Bardzo wiele się od niego nauczyłam. Sposób w jaki łączy rekwizyty i ruch sceniczny w swojej grze – podłapałam to od niego. Kiedyś po prostu stałam lub siedziałam na scenie, a teraz już nie mam oporów żeby się ruszać. Dzięki temu, to co robię wygląda naturalniej. A on jest tak inspirującym facetem! Wiele razy brał mnie na rozmowy, opowiadał o swoich doświadczeniach i śmiesznych anegdotach ze swojej kariery. I po prostu miałam z nim bardzo, bardzo dobre relacje. Nie wiem czego się spodziewałam, ale jest o wiele milszym człowiekiem, niż sobie wyobrażałam. Nawet nie wiem czemu tak o nim myślałam, prawdopodobnie dlatego, że widziałam go w telewizji jako Tywina i myślałam, że będzie okropny… (śmiech). Ale jest naprawdę miły, to najmilszy człowiek na świecie. I teraz mi przykro, że już nie mamy okazji pracować razem.

Wspomniałaś, że oprócz aktorstwa lubisz także śpiewać. Masz jakieś inne pasje, hobby?

O to właśnie chodzi…Oprócz aktorstwa również tańczę, mam z tym kontakt już od dawna. Ale wszystko co robię, jest związane z występowaniem i sztuką teatralną. To moja pasja. Zawsze chciałam występować, a teraz, kiedy dostałam taką szansę, chcę to dalej rozwijać i nie ograniczać się tylko do grania w produkcjach telewizyjnych. Chciałabym tańczyć na scenie, grać w musicalach. Wiesz, teraz kiedy mam już jakieś doświadczenie sądzę, że łatwiej będzie mi się otworzyć na wszystkie aspekty sztuki teatralnej. Obecnie uczę się w szkole teatralnej, gdzie uczęszczam przede wszystkim na zajęcia z tańca, a także śpiewu i tzw. acting through song. A kiedy nie tańczę, to śpię, jem i gadam (śmiech). Pakuję się i rozpakowuję w kółko i tak obecnie wygląda mój cały świat. Stał się teraz większy, żyję na walizkach przez większość czasu. Ale to jest życie, które wybrałam i – tak jak mówiłam wcześniej – chodzi o poświęcenie. Nie jestem już zwyczajną nastolatką, ale to dobrze, bo mam teraz to nowe życie. Kiedy wracam do domu, to staram się być jak najbardziej normalna – widywać się ze znajomymi i odprężać się trochę. Ale teraz jest trochę inaczej i dobrze mi z tym.

Brzmi niezwykle ciekawie. Jakie jest Twoje ulubione miejsce, gdzie kręciliście serial?

Kręciliśmy głównie w Irlandii Północnej, niedaleko Belfastu, tam nagrywana jest większość scen. Mamy też duże studia filmowe w Belfaście, gdzie nagrywane są wszystkie nasze sceny wnętrz, a więc takie jak jaskinie czy King’s Landing (miasto z Gry o Tron – przyp. red.). Nagrywaliśmy również w Dubrowniku, na Malcie, w Maroku i na Islandii. Kręciliśmy też trochę w Los Angeles. W sumie kiedyś nagrywaliśmy tylko w okolicach Belfastu, a teraz jeździmy już wszędzie. Wszystko zrobiło się większe, latamy do wielu miejsc, mamy różne ekipy w różnych lokalizacjach. Cały proces nagrywania serialu bywa bardzo skomplikowany, ale fantastycznie jest brać w tym wszystkim udział.

Miałam również okazję pojechać do Islandii i było genialnie, byłam zachwycona. Po prostu przepiękna, zjawiskowa sceneria. Po pobycie w Islandii wróciłam znów do Belfastu i kontynuowaliśmy nagrania w górach Mourne (góry w okolicy Belfastu – przyp. red.), które są przepiękne, ale wtedy patrzyłam na nie i myślałam sobie “tak, ale to bez porównania z Islandią” (śmiech). Ale serio, pamiętam, że wszystko tam było jak z pocztówki, zrobiłam tyle pięknych zdjęć. Możliwość jeżdżenia do tylu miejsc to ogromna szansa, uwielbiam to i nie zamieniłabym tego na nic innego.

Rozmowę przeprowadził Jakub Piwnik ( zbadajtalent.pl )