George R. R. Martin na swoim blogu podał tytuł i krótki opis fabuły swojego nowego opowiadania, które zostanie wydane w ramach "Book of Swords" - zbioru historii o magii i mieczach.

Jak informowaliśmy was w zeszłym tygodniu, ta antologia (pisana pod redakcją Gardnera Dozois przez takich autorów jak: Matthew Hughes, K.J. Parker, Scott Lynch, Robin Hobb, Garth Nix, C.J. Cherryh, Elizabeth Bear, Ellen Kushner, Ken Liu, Danial Abraham, Cecelia Holland i Peter S. Beagle) będzie miała premierę 10 października 2017 r. i znajdzie się w niej najnowsze opowiadanie napisane przez Martina. Fani spekulowali, że będzie to historia o początkach rządów Targaryenów w Westeros.

Teorie te sprawdziły się. George poinformował swoich fanów, że jego opowieść, zatytułowana „The Sons of the Dragon”, skupi się na rządach drugiego i trzeciego króla z dynastii Targaryenów: Aenysa I i Maegora Okrutnego, razem z ich matkami, żonami, siostrami, dziećmi, przyjaciółmi, wrogami i rywalami.

kto mieczem wojuje ten na mieczu siada i ginie

Maegor Okrutny i jego okrutny koniec (autor – Michael Komarck)

Żyli oni około 250 lat przed wydarzeniami z „Gry o tron”. Obaj władcy rządzili w czasach kryzysu – koronacja Aenysa wywołała krwawe powstanie Wiary Wojującej, z którym ani sam król (uważany powszechnie za słabego), ani namiestnik (był nim właśnie jego przyrodni brat, Maegor) nie mogli sobie poradzić. Gdy Maegor objął tron, sytuacja tylko się pogorszyła i po obu stronach konfliktu ginęły tysiące ludzi. Możemy więc być pewni, że czytając „Synów smoka” nie będziemy się nudzić, choć nie będzie to oczywiście typowe opowiadanie fabularne. Jak pisze Martin:

Ci, którym podobało się opowiadanie „Księżniczka i królowa” w zbiorze „Niebezpieczne kobiety” i „Książę łotrzyk” w „Łotrzykach”, zapewne polubią i tę opowieść. (…) Dużo opowiadania, mało pokazywania (przeciwieństwo tego, co robię w moich książkach). Ale jeśli fascynuje cię polityka Westeros, jak wielu czytelników, to powinno ci się to spodobać.

Miejmy nadzieję, że „Book of Swords” przynajmniej trochę osłodzi nam czekanie na „Wichry zimy”. Chyba że wyjdą one wcześniej…