Martin opublikował na swoim blogu wyczerpujący wpis, w którym informuje m.in. o statusie szóstego tomu "Pieśni Lodu i Ognia" oraz o tym, czy w 6. sezonie serialu możemy spodziewać się spoilerów z "Wichrów zimy". Zapraszamy do przeczytania pełnego tłumaczenia wypowiedzi autora.

Udostępniony przez Martina wpis w jego blogu miał pojawić się już wczoraj, jednak przez problemy techniczne autor musiał napisać go ponownie. Poniżej prezentujemy pełne tłumaczenie wpisu, w którym pisarz podejmuje między innymi temat tempa pisania „Wichrów zimy” czy serialu wyprzedzającego książki.

CS 66 25th October 2010

Pragnęliście nowych informacji, oto i one. I nie spodobają Wam się.

„Wichry zimy” nie są ukończone.

Uwierzcie mi – pisanie tych słów nie sprawia mi żadnej przyjemności. Jesteście rozczarowani i nie jesteście w tym uczuciu osamotnieni. Moi redaktorzy i wydawcy również są rozczarowani, podobnie jak HBO, moi agenci, zagraniczni wydawcy i tłumacze… ale nikt nie mógłby być bardziej rozczarowany niż ja sam. Przez wiele ostatnich miesięcy pragnąłem jedynie powiedzieć: „Skończyłem i przekazałem wydawcy WICHRY ZIMY” najdalej w ostatni dzień 2015 roku.

Ale książka nie jest skończona.

I nic nie zapowiada, by była skończona jutro albo w przyszłym tygodniu. Owszem, napisałem już naprawdę sporo. Setki stron. Kilkadziesiąt rozdziałów. (Te wszystkie doniesienia o zupełnym braku postępów były wyssane z palca – typowe owoce internetowego pseudodziennikarstwa, które w ciągu wielu lat znienawidziłem). Ale nadal pozostało mi wiele stron do napisania. Od końca nadal dzielą mnie całe miesiące… o ile będzie mi się dobrze pisało. (Czasami tak jest, a czasami prace idą zupełnie opornie). Nadal mam do napisania kolejne rozdziały, muszę też nanieść poprawki. Zawsze wracam do napisanych fragmentów i nanoszę sporo poprawek. Czasami to tylko dopieszczanie, czasami poważne zmiany w fabule.

Zapewne mógłbym po prostu napisać „Wybaczcie, chłopcy i dziewczyny, nadal to piszę” i na tym zakończyć sprawę. Oświadczyć, że „książka będzie skończona, gdy ją skończę”. Zresztą postępowałem tak… praktycznie od zawsze. Ale zbliża się 6. sezon „GRY O TRON”, a prośby o jakiekolwiek informacje walą do mnie drzwiami i oknami, więc postanowiłem złamać własną zasadę i powiedzieć nieco więcej, jako że setki, a może tysiące lub nawet dziesiątki tysięcy moich czytelników niepokoi fakt potencjalnych „spoilerów” i niebezpieczeństwo, że serial wyprzedzi książki i zaprezentuje wydarzenia, które nie pojawiły się jeszcze w powieściach i tak dalej.

Oczywiście zarówno moi wydawcy jak i ja byliśmy świadomi tych obaw. Omówiliśmy niektóre z nich zeszłej wiosny, kiedy 5. sezon „Gry o tron” zmierzał do końca emisji. Wtedy też opracowaliśmy plan. Wszyscy chcieliśmy, aby szósta powieść z serii „PIEŚNI LODU I OGNIA” została wydana przed premierą 6. sezonu „GRY O TRON” na antenie HBO. Zakładając, że nowy sezon miałby premierę na początku kwietnia, „WICHRY ZIMY” musiałyby zostać opublikowane najpóźniej pod koniec marca. Aby było to możliwe, moi wydawcy musieliby otrzymać ode mnie maszynopis przed końcem października. Wydawało mi się, że nie będę miał z tym problemu… w maju. Wtedy więc pojawił się pierwszy termin: Halloween.

Niestety pisanie nie szło tak szybko czy sprawnie, jak bym chciał. Możecie obwiniać o to moje podróże, działalność na blogu, skupianie się na innych projektach czy na Cocteau [kino w Santa Fe, będące własnością Martina – przyp. red.] albo inne sprawy; być może wszystkie te wymienione rzeczy miały tutaj swój udział. Możecie zrzucać winę na mój wiek, być może to też odegrało pewną rolę… ale prawdę mówiąc, pisanie czasami idzie dobrze, a czasami nie, i w moim przypadku bywało tak nawet wtedy, gdy byłem przed trzydziestką. A gdy wiosna przeszła w lato, tych „gorszych” dni było więcej niż „lepszych”. W okolicach sierpnia musiałem zaakceptować prawdę: książka nie będzie skończona przed Halloween. Trudno mi nawet wyrazić słowami, jak wielką depresję to u mnie wywołało.

Na początku sierpnia wybrałem się na wschód kraju na ślub siostrzeńca i mecz drużyny Wilkorów ze Staten Island [chodzi o drużynę baseballową Staten Island Yankees]. Wykorzystałem tę podróż do spotkania z moją ekipą wydawniczą i powiedziałem im, że nie zdążę z nadesłaniem maszynopisu przed Halloween. Myślałem, że będą bardzo wkurzeni… ale muszę przyznać, że to wspaniali ludzie, którzy przyjęli te wiadomości z zadziwiającym spokojem. (Może wiedzieli o tym jeszcze przede mną). Mieli już przygotowany plan awaryjny, zakładający przyśpieszenie prac nad przygotowaniem książki do publikacji: jeśli dałbym radę ukończyć „WICHRY ZIMY” do końca roku, nadal mogliby je wydać pod koniec marca.

Niesamowicie mi ulżyło. Miałem dwa dodatkowe miesiące! Byłem pewny, że tym razem się wyrobię. Sierpień był ciężkim miesiącem, miałem wtedy zaplanowanych wiele podróży i sporo innych obowiązków, ale miałem jeszcze wrzesień, październik, a teraz również listopad i grudzień. Znów nabrałem pewności, że zdążę zakończyć pracę w terminie.

A teraz piszę te słowa 1 stycznia. Książka nie jest skończona ani wysłana do wydawcy. Żadne słowa nie mogą tego zmienić. Przysięgam, że próbowałem, ale nie udało mi się. Nie dotrzymałem terminu z Halloween, później nie zdążyłem ukończyć książki do końca roku. A to niemal na pewno oznacza, że „WICHRY ZIMY” nie zostaną wydane przed premierą 6. sezonu „GRY O TRON” w kwietniu (dowiadujemy się teraz, że premiera nastąpi mniej więcej w połowie miesiąca, a nie na początku, ale te dwa tygodnie niestety mnie nie uratują). Nawet w okolicach moich urodzin i naszego zwycięstwa podczas gali rozdania nagród Emmy [20 września] nadal miałem nadzieję, że zdążę… ale kolejne dni, a następnie tygodnie mijały, a liczba stron nie powiększała się w odpowiednim tempie, a ja (jak to często bywa) zaczynałem być niezadowolony z niektórych rozwiązań fabularnych i zacząłem je poprawiać. Nagle nadszedł październik, później listopad i zacząłem podejrzewać, że jednak nie zdążę, co wprowadziło mnie w przygnębienie i jeszcze bardziej utrudniło pracę. Im mniej dni mi pozostawało, tym bardziej zestresowany się stawałem, a tempo pisania zwalniało.

Zrozumcie, że zawsze miałem problem z terminami. Z jakiegoś powodu kiepsko na nie reaguję. W listopadzie powiedziałem studentom dziennikarstwa z Medill, że właśnie dlatego postanowiłem zostać pisarzem, a nie dziennikarzem. Już wtedy wiedziałem, że nie wytrzymałbym z narzuconymi terminami. Po części był to oczywiście żart… ale po części prawda. Swoją pierwszą książkę, „ŚWIATŁO SIĘ MROCZY”, napisałem bez jakiejkolwiek umowy czy narzuconego terminu. Nikt nawet nie wiedział, że ją piszę, dopóki nie wysłałem skończonego maszynopisu do Kirby’ego [McCauleya, wieloletniego agenta Martina]. „OSTATNI REJS FEVRE DREAM” również powstał w podobny sposób, tak samo jak „ROCKOWY ARMAGEDDON”. Nie było żadnych umów ani terminów, nikt nie wyczekiwał dnia, aż je ukończę. Piszę książki we własnym tempie i przekazuję je wydawcy, gdy są gotowe. Zawsze tak najlepiej mi się pracowało, nawet teraz.

Ale nie będę uciekał się do wymówek, bo nie ma tu żadnego wytłumaczenia, z którego mógłbym skorzystać. Nikogo innego nie można obarczyć winą za taki stan rzeczy. Ani wydawnictwa, ani HBO, ani Davida i Dana [Benioffa i Weissa, twórców serialu]. Winę ponoszę tylko ja. Próbowałem ukończyć książkę i nadal próbuję. Dosłownie kilka dni temu siedziałem nad „Wichrami”, poprawiając rozdział Theona i dodając do niego trochę nowego materiału i jutro znów będę go pisał. Ale nie, nie mogę Wam powiedzieć, kiedy książka zostanie skończona i wydana. Opierając się na wcześniejszych rozmowach, mogę zgadywać, że Bantam [amerykańskie wydawnictwo, publikujące „Pieśń Lodu i Ognia”] oraz mój brytyjski wydawca będą w stanie wydać powieść trzy miesiące po tym, jak otrzymają ode mnie maszynopis, o ile pozwolą im na to plany wydawnicze. Natomiast nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy otrzymają ode mnie wspomniany maszynopis. Nie będę narzucał sobie kolejnego terminu, którego nie dotrzymam. Terminy po prostu strasznie mnie stresują.

Wracam do swojego stanowiska z marca, zanim rozpoczęło się to całe szaleństwo. Książka będzie skończona, gdy ją skończę. I dołożę wszelkich starań, by była dobra.

Wiem na podstawie setek pytań z przeszłości, o co chcielibyście zapytać po tym długim wywodzie. Czy serial zaspoileruje książki?

Możliwe. Tak i nie. Wcześniej nigdy nie sądziłem, że serial będzie w stanie wyprzedzić książki, ale jednak tak się stało. Produkcja HBO opowiada historię szybciej, niż się spodziewałem, a ja piszę wolniej, niż zakładałem. Były też inne czynniki, ale ten jest głównym. Na dziś mogę stwierdzić, że w 6. sezonie „GRY O TRON” nieuchronnie pojawią się zwroty akcji i wydarzenia, które jeszcze nie wydarzyły się w książkach. Przez wiele lat moi czytelnicy wyprzedzali widzów serialu. W tym roku jednak w niektórych aspektach dojdzie do zamiany ról. Sami musicie zadecydować, jak postąpicie w tej sytuacji. Przeczytałem powieść „Marsjanin” Andy’ego Weira przed obejrzeniem filmu. Z kolei najpierw obejrzałem „Jonathana Strange’a i pana Norella” od stacji BBC, a dopiero potem zapoznałem się z książką Susanny Clarke. W obu przypadkach podobała mi się zarówno powieść jak i adaptacja. W takich sytuacjach nie trzeba dokonywać wyboru. Możecie preferować albo książki, albo adaptacje, ale równie dobrze możecie mieć wiele frajdy z jednego i drugiego.

Oczywiście w naszej sytuacji jest jeszcze jeden aspekt, który nie istnieje w przytoczonych powyżej przykładach. Wspomniane dwie powieści zostały skończone przed przeniesieniem na ekran. Casus „Gry o tron” oraz „Pieśni Lodu i Ognia” wydaje się być unikalny. Nie potrafię przypomnieć sobie żadnej innej sytuacji, w której film albo serial pojawił się, kiedy książkowy pierwowzór był w trakcie tworzenia. Zatem kiedy pytacie mnie o to, czy serial zaspoileruje książki, mogę jedynie odpowiedzieć, że i tak, i nie, a następnie znów wspomnieć o efekcie motyla. Te małe motyle przekształciły się w potężne smoki. Niektóre „spoilery”, które napotkacie w 6. sezonie, mogą wcale nie być spoilerami… ponieważ serial i książki rozeszły się fabularnie i nadal będą się rozchodzić.

JEŚLI NIE WIDZIELIŚCIE WSZYSTKICH PIĘCIU SEZONÓW I NIE PRZECZYTALIŚCIE WSZYSTKICH PIĘCIU KSIĄŻEK, NIE CZYTAJCIE DALEJ!

Zastanówcie się. Mago, Irri, Rakharo, Xaro Xhoan Daxos, Pyat Pree, Pyp, Grenn, ser Barristan Selmy, królowa Selyse, księżniczka Shireen, księżniczka Myrcella, Mance Rayder i król Stannis – wszystkie te postacie nie żyją w serialu, ale są jak najbardziej żywe w książkach. Niektóre z nich koniec końców zginą również w sadze, ale nie wszystkie, a te, które zginą, mogą zginąć na innym etapie historii i w inny sposób. Z drugiej strony Balon Greyjoy jest martwy w książkach, ale żyje w serialu. Jego bracia – Euron Wronie Oko i Victarion – nie zostali jeszcze wprowadzeni do serialu (i nie zdradzę, czy się pojawią). W międzyczasie Jhiqui, Aggo, Jhogo, Jeyne Poole, Dalla (i jej dziecko) i jej siostra Val, księżniczka Arianne Martell, książę Quentyn Martell, Willas Tyrell, ser Garlan, lord Wyman Manderly, Golony Łeb, Zielona Gracja, Brązowy Ben Plumm, Obdarty Książę, Ładna Meris, Krwawobrody, Gryf i Młody Gryff, i wiele innych postaci nigdy nie było częścią serialu, a napotykamy je w książkach. Niektóre z nich mają własne rozdziały, a inne, nawet jeśli ich nie mają, są bardzo ważne dla fabuły „WICHRÓW ZIMY” I „SNU O WIOŚNIE”.

„GRA O TRON” jest obecnie najpopularniejszym serialem na świecie. I najbardziej piraconym. Dopiero co wygrała rekordową liczbę statuetek Emmy, w tym tę najważniejszą, za najlepszy serial dramatyczny. To niesamowity serial ze wspaniałą obsadą oraz ekipą filmową.

„WICHRY ZIMY”, gdy już zostaną wydane, również powinny być dobrą powieścią. Dołożę wszelkich starań, by tak było.

Powyższy wywód można sprowadzić do pytania, które już zadałem: Ile dzieci miała Scarlett O’Hara? [aluzja autora do poprzedniej wypowiedzi na temat książek i serialu, którą możecie przeczytać tutaj].

Cieszcie się książkami. Cieszcie się serialem.

W międzyczasie ja będę dalej pisał. Rozdział po rozdziale. Strona po stronie. Słowo po słowie. Tylko tak potrafię.

Co sądzicie o wpisie autora?

źródło: grrm.livejournal.com